VI Niedziela Zwykła - kazanie
Kpł 13,1-2.45-46;1 Kor 10,31-11.1; Mk 1,40-45
Український
Księga Kapłańska mówiąc o chorobie trądu daje konkretne wskazania jak postępować, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby na innych. Trąd choroba nieuleczalna, zakaźna, okropna w swoich objawach obumierającego ciała na żywym człowieku. Bezpośrednio nie zetknęliśmy się z tą chorobą, ale obecność chociażby w szpitalu zwłaszcza pośród osób dotkniętych chorobą nieuleczalną mówi nam o bezradności człowieka pomimo ogromnego postępu cywilizacyjnego.
Czy jednak choroba ciała nawet w zewnętrznych skutkach okropna jest największym dramatem człowieka? Nie! Największym dramatem człowieka nie jest choroba ciała, ale choroba duszy, czyli grzech ciężki nazywany grzechem śmiertelnym. To jest trąd i zguba nie tylko konkretnego człowieka, ale i ludzkości. Zgubą ludzkości staje się wtedy, gdy człowiek jako jednostka zamiast iść za głosem Boga idzie za obowiązującymi trendami swojej epoki i w ten sposób grono ludzi chorych na trąd ducha zamiast maleć rośnie. I tak społeczeństwa dotychczas katolickie ze swej natury stają się katolickimi tylko z nazwy.
Niebezpieczeństwo jest o tyle groźne bo ignorowane, uznane za coś normalnego. To tak jakby społeczeństwo uznało np. grypę za normalny stan i jej nie leczyło. Możemy się domyśleć co by się stało z tymi nie leczonymi chorymi. A ile jest osób chorych na duszy, którym nikt nie mówi: lecz się! A nawet możemy się spotkać z zachętą do takiego życia. Np. seks! Ilu wychowawców (rodziców, nauczycieli, lekarzy) uczy wstrzemięźliwości, panowania nad sobą w tej dziedzinie mówiąc, że to przywilej i obowiązek małżeński? Chciałoby się powiedzieć, że niewielu. A szkoda, bo stanowisko Boga nic, a nic się nie zmieniło. Nasze aż za bardzo. I to jest dowód jak bardzo nasze społeczeństwo jest chore i nie leczone.
Nie oglądajmy się na innych, zacznijmy od siebie! Obudźmy w sobie świadomość choroby i stańmy się jak ten trędowaty z Ewangelii, który woła: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić” (Mk 1,40b). To wołanie zrodziło się z pragnienia zdrowia ciała, a u nas musi powstać pragnienie zdrowia duszy, która powinna być nieustannie w stanie łaski uświęcającej. I zobaczmy czy Jezus zwlekał, robił jakieś trudności? Nie! Od razu powiedział: „Chcę bądź oczyszczony” (Mk 1,41b). Od tamtego czasu Bóg się nie zmienił jest taki sam, gotów do uzdrawiania. Tylko wołających jakby mało. Przydałoby się wprowadzić w kościele praktykę, aby ci, którzy nie przystępują do Komunii Św., czyli nie są w stanie łaski uświęcającej w czasie komunii wołali głośno jak trędowaci w Starym Testamencie: „Nieczysty, nieczysty” (Kpł 13,45b). Może to by pozwoliło obudzić sumienia u wielu.
Psalmista mówi: „Szczęśliwy człowiek, któremu odpuszczona została nieprawość, a jego grzech zapomniany” (Ps 32,1). Taką radość powinniśmy przeżywać po każdej spowiedzi i pamiętać jak żyło się w przyjaźni i bliskości Boga, a jak się żyje po swojemu według własnych norm. Gdybyśmy o tym tylko pamiętali, to szybko bieglibyśmy do spowiedzi zaraz po popełnieniu grzechu śmiertelnego, zamiast czekać na jakąś okazję świąt czy pogrzebu kogoś bliskiego. Zapamiętaj: najlepszą okazją i jedyną do wyznania szczerze grzechów jest posiadanie w sercu grzechu ciężkiego.
Dlatego proszę ciebie tak od serca, abyś podpisał się swoim życiem pod tymi słowami Psalmu jak pod swoimi: „Grzech wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. Rzekłem: «Wyznaję mą nieprawość Panu», a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu” (Ps 32,5). Jeśli zrobisz to zaraz nie zwlekając i szczerze to możesz być pewny, że usłyszysz głos Boga mówiący: „ I Ja odpuszczam tobie grzechy”.
ks. Mirosław Kęska SMJM
