VII Niedziela Zwykła - kazanie
Iz 43,18-19.21-22.24b-25; 2 Kor 1,18-22; Mk 2,1-12
Utarte stereotypy są pewną naleciałością, patyną często teraźniejszości na przeszłości. Nie należy jednak jej utożsamiać z rdzeniem, korzeniem jako mądrością minionych pokoleń, które ten depozyt doświadczenia nam przekazały. Ta szadź jest czymś zewnętrznym powierzchownym w stosunku do istoty przekazanego depozytu, w stosunku do prawdy w niej zawartej. I tak cudowną mądrością przeszłych pokoleń było umiłowanie Boga i Ojczyzny nie słowem, a życiem. A z tego niestety powstał na płaszczyźnie wiary stereotyp polak – katolik jako moherowy beret, czy na płaszczyźnie narodowym polak patriota jako łobuz z kijem bejsbolowym. Pokazywanie zmanipulowanej prawdy to już jest nawet czymś gorszym niż stereotyp, bo zamierzonym działaniem konkretnych środowisk do zdyskredytowania tych, którzy chcieliby wartość przeszłych pokoleń zachować na przyszłość. A że nikt nie lubi być klaunem na scenie życia to ci, którzy to robią liczą, że chętnych do pielęgnowania wartości religijnych i patriotycznych będzie coraz mniej. Nie zapominajmy jednak tylko o tym, że gdyby nie te wartości i ludzie niosący je w sercu nie byłoby dziś wolnej Polski.
Dziś tworzy się na poczekaniu nową jakość nie katolik, nie polak, a europejczyk – taki bez uprzedzeń, bez ograniczeń, otwarty na wszystko, któremu wszystko jedno w zakresie wartości pomieszanych z antywartościami, byle tylko było trendy i nie piętnowane, a chwalone w mediach.
Całkiem odwrotnie niż u św. Pawła Apostoła, który szedł pod prąd nie zważając na osąd ludzki, a poddając się osądowi Bożemu. Z całą odpowiedzialnością pisze do chrześcijan o jednoznaczności tego co głosi w imię Boga: „Bóg mi świadkiem, że w tym, co do was mówię, nie ma równocześnie «tak» i «nie»” (2 Kor 1,18). To świadectwo nie było chwaleniem się, a zachętą do takiego jednoznacznego postępowania niezależnie od okoliczności.
Swoje «tak» wypowiedziane przed Bogiem w kościele powinienem zachować i z taka samą jednoznacznością powtarzać w domu, pracy, rodzinie, między znajomymi jeśli zaszłaby taka potrzeba. To co najgorsze pośród katolików to właśnie ta dwuznaczność, dwulicowość, maski zakładane w zależności od potrzeb środowisk, w których się znajdują. I to niestety uwłacza i ośmiesza Prawdy Boże. Bo jeśli ten kto o nich mówi jest tzw. kameleonom to siłą rzeczy takie przedstawienie jest farsą wywołującą śmiech lub politowanie. Nauczmy się być sobą! To nie media mają nam dyktować jak patrzeć i oceniać rzeczywistość, ale Bóg. Nasze czasy potrzebują prawdziwych świadków, którzy z całą powagą przyjmą w swoim życiu Prawdy Boże takimi jakimi są, i w ten sposób zachęcą innych do trwania przy nich zachowując twarz człowieka, a nie kukiełki manipulowanej przez innych.
Jezus nie patrzył na to co ludzie powiedzą, jak Go ocenią, przyjmą. Nadrzędną wartością dla Niego było wypełnić wolę Ojca Niebieskiego niezależnie od przeszkód jakie na drodze miał pokonać. Oczywiście to wywoływało zgorszenia, protesty, krytykę tzw. przedstawicieli narodu, elit. Jak to mówią „psy szczekają, a karawana idzie dalej”. Prawda sama się obroni stąd Jezus nie walczył o poparcie jak politycy, ale był po prostu sobą. Robił co do Niego należało resztę pozostawia wyborowi człowieka. Dlatego często przegrywał nie w potyczkach słownych, ale w sercach ludzkich, które bagatelizują Prawdę Objawioną. Przegrywał będąc na ziemi i przegrywa będąc w Niebie, bo tak mało jest tych, którzy się tym przejmują. Ostatecznym przegranym nie jest jednak On Jezus Chrystus! Tylko człowiek! Po prostu klęskę każdego przegranego człowieka bierze na siebie i przeżywa jak matka cierpienie własnego dziecka. Jednak skutki, konsekwencje złych wyborów nie poniesie Jezus tylko człowiek. W imię tej prawdy odrzucajmy zakłamania, stereotypy, ale nie prawdy na których wyrosła nasza cywilizacja, abyśmy zawsze mieli właściwy punkt odniesienia i przekazali go następnemu pokoleniu dając tym samym nadzieję.
ks. Mirosław Kęska SMJM
Utarte stereotypy są pewną naleciałością, patyną często teraźniejszości na przeszłości. Nie należy jednak jej utożsamiać z rdzeniem, korzeniem jako mądrością minionych pokoleń, które ten depozyt doświadczenia nam przekazały. Ta szadź jest czymś zewnętrznym powierzchownym w stosunku do istoty przekazanego depozytu, w stosunku do prawdy w niej zawartej. I tak cudowną mądrością przeszłych pokoleń było umiłowanie Boga i Ojczyzny nie słowem, a życiem. A z tego niestety powstał na płaszczyźnie wiary stereotyp polak – katolik jako moherowy beret, czy na płaszczyźnie narodowym polak patriota jako łobuz z kijem bejsbolowym. Pokazywanie zmanipulowanej prawdy to już jest nawet czymś gorszym niż stereotyp, bo zamierzonym działaniem konkretnych środowisk do zdyskredytowania tych, którzy chcieliby wartość przeszłych pokoleń zachować na przyszłość. A że nikt nie lubi być klaunem na scenie życia to ci, którzy to robią liczą, że chętnych do pielęgnowania wartości religijnych i patriotycznych będzie coraz mniej. Nie zapominajmy jednak tylko o tym, że gdyby nie te wartości i ludzie niosący je w sercu nie byłoby dziś wolnej Polski.
Dziś tworzy się na poczekaniu nową jakość nie katolik, nie polak, a europejczyk – taki bez uprzedzeń, bez ograniczeń, otwarty na wszystko, któremu wszystko jedno w zakresie wartości pomieszanych z antywartościami, byle tylko było trendy i nie piętnowane, a chwalone w mediach.
Całkiem odwrotnie niż u św. Pawła Apostoła, który szedł pod prąd nie zważając na osąd ludzki, a poddając się osądowi Bożemu. Z całą odpowiedzialnością pisze do chrześcijan o jednoznaczności tego co głosi w imię Boga: „Bóg mi świadkiem, że w tym, co do was mówię, nie ma równocześnie «tak» i «nie»” (2 Kor 1,18). To świadectwo nie było chwaleniem się, a zachętą do takiego jednoznacznego postępowania niezależnie od okoliczności.
Swoje «tak» wypowiedziane przed Bogiem w kościele powinienem zachować i z taka samą jednoznacznością powtarzać w domu, pracy, rodzinie, między znajomymi jeśli zaszłaby taka potrzeba. To co najgorsze pośród katolików to właśnie ta dwuznaczność, dwulicowość, maski zakładane w zależności od potrzeb środowisk, w których się znajdują. I to niestety uwłacza i ośmiesza Prawdy Boże. Bo jeśli ten kto o nich mówi jest tzw. kameleonom to siłą rzeczy takie przedstawienie jest farsą wywołującą śmiech lub politowanie. Nauczmy się być sobą! To nie media mają nam dyktować jak patrzeć i oceniać rzeczywistość, ale Bóg. Nasze czasy potrzebują prawdziwych świadków, którzy z całą powagą przyjmą w swoim życiu Prawdy Boże takimi jakimi są, i w ten sposób zachęcą innych do trwania przy nich zachowując twarz człowieka, a nie kukiełki manipulowanej przez innych.
Jezus nie patrzył na to co ludzie powiedzą, jak Go ocenią, przyjmą. Nadrzędną wartością dla Niego było wypełnić wolę Ojca Niebieskiego niezależnie od przeszkód jakie na drodze miał pokonać. Oczywiście to wywoływało zgorszenia, protesty, krytykę tzw. przedstawicieli narodu, elit. Jak to mówią „psy szczekają, a karawana idzie dalej”. Prawda sama się obroni stąd Jezus nie walczył o poparcie jak politycy, ale był po prostu sobą. Robił co do Niego należało resztę pozostawia wyborowi człowieka. Dlatego często przegrywał nie w potyczkach słownych, ale w sercach ludzkich, które bagatelizują Prawdę Objawioną. Przegrywał będąc na ziemi i przegrywa będąc w Niebie, bo tak mało jest tych, którzy się tym przejmują. Ostatecznym przegranym nie jest jednak On Jezus Chrystus! Tylko człowiek! Po prostu klęskę każdego przegranego człowieka bierze na siebie i przeżywa jak matka cierpienie własnego dziecka. Jednak skutki, konsekwencje złych wyborów nie poniesie Jezus tylko człowiek. W imię tej prawdy odrzucajmy zakłamania, stereotypy, ale nie prawdy na których wyrosła nasza cywilizacja, abyśmy zawsze mieli właściwy punkt odniesienia i przekazali go następnemu pokoleniu dając tym samym nadzieję.
ks. Mirosław Kęska SMJM
Zmieniony (Sobota, 18 Luty 2012 06:13)


