Kazania
XXIII Niedziela ZwykłaThere are no translations available. Mdr 9,13-18b; Flm 9b-10.12-17; Łk 14,25-33 Postęp myśli technicznej jest w naszych czasach zawrotny, niektórzy się zastanawiają jak za tym nadążyć? Młodym się to jakoś udaje. Dziedziny wiedzy się zawężają, coraz więcej wąskich specjalności. Nie ma nikogo kto by się na wszystkim znał nawet tylko z jednej dziedziny. Konieczna jest współpraca wielu ludzi. I patrząc na dorobek człowieka trzeba powiedzieć, że wiele osiągnął. Ale czy znalazł odpowiedź na wszystkie pytania zwłaszcza egzystencjalne dotykające wartości i celu życia człowieka. W tej dziedzinie jest raczej prawdziwa „wieża Babel”, ogromne podziały i sprzeczne tezy, wnioski. No cóż z racji, że jesteśmy bardziej cieleśni niż duchowi to i łatwiej rozwiązać problem techniczny nawet bardzo skomplikowany niż zrozumieć chociażby wartość swego życia. Widać to w sposób jaskrawy na przykładzie porównania wartości duchowych i materialnych. Kiedy komuś z nas zdarzy się zgubić pieniądze, stracić źródło utrzymania to życie jawi się nam jako koszmar, cierpimy, ale kiedy nie jesteśmy wierni wartościom chociażby chrześcijańskim to jakoś nic się nie dzieje? Czyżby wartości materialne miały większe znaczenie niż duchowe? Dla wielu z nas niestety tak! „Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Bożą?” (Mdr 9,13). Niestety z przykrością musimy się przyznać: „…śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża ulotny umysł” (Mdr 9,15). Tu tkwi nasza słabość, „pięta Achillesa”. Ale skoro człowiek wzniósł się do gwiazd, co kiedyś było nie do pomyślenia, to czy ta trudność jest nie do pokonania? Patrząc na możliwości „homo sapiens” nie chce mi się wierzyć, żebyśmy nie dali rady. Trudności nie są po to by się zniechęcać, ale mobilizują do walki, do wysiłku, zwłaszcza, że nie jesteśmy sami. Bóg w którego wierzymy, którego pragniemy kochać nie zamyka się przed nami, jest dyspozycyjny jak nikt na świecie. Rozumiał to psalmista, który mówi: „Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca” (Ps 90,12). My możemy od siebie dodać: mądrość, która dotyka istoty naszego życia, aby nikt z nas nie powiedział kiedykolwiek, że życie zmarnował. Jak dobry jest Bóg, nie przekazał nam tak istotnej treści przez proroków, pośredników chociażby przez Aniołów, ale uczynił to bezpośrednio Syn Boży Jezus Chrystus. Jeśli osobiście się pofatygował, to jest dowodem jak ważne sprawy miał do przekazania nam wszystkim. To są te sprawy, o których snujemy nasze rozważanie – rdzeń, istota naszego „być”, a nie „mieć”. I cóż słyszymy? Okrągłe słówka? Nie! Słowa stanowcze wykluczające inne rozwiązania mniej wymagające. „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14,27). A co za tym idzie i nie może liczyć na bonifikatę, czy jakąkolwiek nagrodę. Już widzę tłum ludzi niezadowolonych i pytających ironicznie, a cóż to za mądrość? Powiem mądrość Boża, ta która nas stworzyła i podtrzymuje w istnieniu! Co ci się nie podoba w tym zdaniu wypowiedzianym przez Jezusa? Może opatrznie i nie właściwie go zrozumiałeś? Czego żąda od nas? Nic innego jak tylko podjęcia trudu życia wg Przykazań Bożych. To jest ten konieczny krzyż, trud ofiarowany Bogu. Czy tylko krzyż? Przecież Przykazania to najlepsza Konstytucja dla wszystkich ludzi na każdym zakątku świata. Czy poświęcenie czasu, środków jakichkolwiek Bogu, drugiemu człowiekowi jest aż tak bardzo nie do zaakceptowania? Czy poszanowanie człowieka jako człowieka na każdym etapie jego rozwoju to aż taka niemożność? Czy nasze serca aż tak są zatwardziałe, że to co dobre i pożyteczne w głupocie swojej musimy odrzucać? Wyobraź sobie swoje dziecko, które choruje. Nie chce przyjmować lekarstw, bo są nie dobre, gorzkie. Czy godzisz się i mówisz mu: jeśli nie chcesz to nie bierz? Czy raczej tłumaczysz, że to konieczne, aby wyzdrowieć, aby wróciła radość życia? To właśnie Bóg jest takim naszym rodzicem, nie godzi się na nasze odrzucenie niezbędnego środka na zdrowie, równowagę ducha i ciała. Dopóki może tłumaczy, cierpliwie czeka aż miną nasze fochy czy zadufanie. Nie bądźmy gorsi niż dzieci, które mają zdecydowanie mniej rozumu niż my, a może jednak więcej? Bo jeśli je przekonujemy, a z nami Bóg sobie nie daje rady, to czyż nie wychodzimy na głupszych? Czy głupszy ma wychowywać mądrzejszego? Zastanówmy się! Jeśli zmądrzałeś mądrością Bożą, a nie swoją czy sobie podobnych to zawołaj za psalmistą: „Okaż Twemu słudze światło swego oblicza i naucz mnie Twoich ustaw” (Ps 119,135). A zobaczysz, że rzeczy na pozór niemożliwe staną się proste. Odwagi! Bóg liczy na ciebie! ks. Mirosław Kęska SMJM |
||
|